Zaczęło się od podglądania…

Zaczęło się od podglądania…

W Zawadce koło Wadowic znajduje się niezwykłe miejsce - mały skansen pszczelarstwa.
  • 10 lipca, 2020
  • 13:53
Foto: Edyta Łepkowska

Wśród bujnej zieleni, pod czujnym okiem świętego Ambrożego pszczoły pracowicie się uwijają, zbierając kwiatowy nektar i rosę miodową. Pasieka, jak wiele innych. Na pozór niewiele różni się od innych w okolicy. Ale wystarczy się w nią zagłębić, by poznać jej sekrety – skansen z zabytkowymi ulami i niewielkie muzeum pszczelarstwa.

 

W gospodarstwie pszczelarskim Józefa Wendy w Zawadce nowoczesność miesza się z historią. Pszczoły żyją we współczesnych, styropianowych ulach, w których łatwo jest utrzymać czystość. Do odwirowywania miodu z plastrów służy urządzenie z europejskim certyfikatem jakości i wszelkimi wymaganymi atestami. Ale tuż obok można zobaczyć, jak pasieki wyglądały dziesiątki, a nawet setki lat temu i jakim sprzętem posługiwali się wówczas pszczelarze. Najstarszy ul w skansenie ma ponad sto lat. Józef Wenda wypatrzył go w Jaroszowicach. Stał bezużyteczny w kącie podwórka, miał przegniły daszek. W Zawadce przeszedł renowację i stał się królem kolekcji. Interesujący jest również model w stylu zakopiańskim, przywieziony spod Tatr, a zbudowany na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku.

Wśród autentycznych staroci są także repliki dawnych sprzętów, pieczołowicie odtworzone przez Józefa Wendę. Samodzielnie wykonał między innymi najdawniejszy typ miodarki, czyli urządzenia do odwirowywania miodu. Nad pasieką czuwa święty Ambroży, patron pszczelarzy, wyrzeźbiony w drewnie przez artystę z Choczni. Choć figura nie jest zabytkowa, też ma już swoje lata. Stoi w pasiece trzy i pół dekady. Nie wszystkie muzealne eksponaty związane są z pszczelarstwem. – Gdy zaczęły do mnie przyjeżdżać szkolne wycieczki, okazało się, że wiele dzieci nie wie, co to jest cep czy żelazko na duszę. Nie widziały nigdy łyżew przykręcanych do butów. Dlatego zgromadziłem również i takie przedmioty. Wzbudzają zainteresowanie nawet wśród dorosłych – mówi ze śmiechem Józef Wenda.

Jego pszczelarska pasja zaczęła kiełkować już w dzieciństwie. Mały Józek roziskrzonym wzrokiem przypatrywał się sąsiadowi pracującemu w pasiece, marząc o tym, że kiedyś pójdzie w jego ślady. Potem jednak dorósł, skończył edukację i wpadł w wir pracy zawodowej. Dopiero kiedy z Wadowic przeprowadził się do Zawadki, uśpione pragnienie sprzed lat obudziły w nim słowa kolegi, który przywiózł mu miód dla dzieci. – Gdy zobaczył, że mieszkam w leśnej okolicy, powiedział: Józek, masz tu idealne warunki, żeby założyć pasiekę. Tak niewielki bodziec wystarczył, abym postanowił spróbować – wspomina Józef Wenda, obecnie prezes Koła Pszczelarzy w Wadowicach.

Zaczął od jednego ula, otrzymanego w prezencie od kuzynki. Kolejne zbudował już sam. Wiedzę na temat hodowli pszczół czerpał z literatury fachowej, żmudnie dochodząc do tego, jak zapewniać im odpowiednie warunki i utrzymywać je w dobrym zdrowiu. Kiedy przeszedł na emeryturę, już nic nie mogło go powstrzymać, by całkowicie poświęcił się swej pasji. Został mistrzem pszczelarstwa, rozbudował pasiekę. Sprawił, że jego żona, która z początku nawet nie zbliżała się do uli, zaczęła dzielić jego zamiłowanie. Gorzej poszło mu z synami. Dwóch z nich, bliźniaków przez lata musiał chronić przed pszczołami, gdyż okazali się uczuleni na ich jad. Trzeci chętnie pomagał w pasiece, dopóki nie wyjechał do Anglii.

Edyta Łepkowska

 

Zobacz również: Bestsellery powstają w Przytkowicach

 

Podziel się tym wpisem:

Share on facebook